Roland Berger ciągle walczy
Fałszywa informacja prasowa jest w stanie zabić albo przynajmniej poważnie zaszkodzić każdemu przedsięwzięciu biznesowemu. Financial Times Deutschland serią artykułów praktycznie ukatrupił medialnie projekt Rolanda Bergera powołania europejskiej agencji ratingowej. Tak się składa, że przedwczoraj we Frankfurcie rozmawiałem z szefem tego projektu, partnerem Rolanda Bergera, Markusem Krallem, który naświetlił mi aktualną sytuację i stan przygotowań do startu nowej agencji. Krall odchodzi niebawem z firmy i stanie na czele zarządu fundacji założonej pod prawem holenderskim, w ramach której będzie działać nowa CRA. Według niego obecnie finansowanie nowego podmiotu zostanie zapewnione przez kilkunastu inwestorów branżowych, którzy udzielą fundacji pożyczek pomostowych na poziomie 10mln EUR każdy. Pożyczki będą spłacane z przychodów agencji, która sama z siebie będzie działać na zasadzie non-profit. Nadwyżka przychodów nad kosztami funkcjonowania fundacji, czyli jej dochód będzie w całości przeznaczony na określony cel charytatywny.
Rozwiewam ewentualne wątpliwości- nie będzie to żadne hospicjum czy dom dziecka. Fundacja będzie założycielem think-tanku finansowego, prowadzącego analizy w zakresie stabilności finansowej. I cały dochód przyszłej agencji popłynie tam. Zgodnie z tym, co mówił Markus, cały projekt ma ruszyć jeszcze przed wakacjami. Zdementował on równocześnie ewentualne plotki o tym, jakoby Bertelsmann, którego spółka zależna (wydawnictwo G+J) wydaje FTD, poświęcający ostatnio całe szpalty na pastwienie się nad projektem Rolanda Bergera, za pośrednictwem swojej fundacji chciał storpedować jego pomysł. Z tym większą niecierpliwością oczekuję startu biznesowego nowego podmiotu, że na rynku obligacji skarbowych zaczyna się robić gorąco- ostatni downgrade sovereign debt Hiszpanii do poziomu BBB+ przez S&P z pewnością podwyższy popyt na niezależną analizę ryzyka kredytowego. Nie tylko Hiszpania będzie potrzebować nowej analizy swojej sytuacji budżetowej- w Holandii upadł ostatnio prawicowy rząd, który zapowiadał poważną konsolidację fiskalną, w tym podniesienie stawki VAT-u do poziomu 21%.
Dane makroekonomiczne z obu stron oceanu nie są zbyt zachwycające. W USA odbicie się od dna jest wolniejsze niż zakładano. Zgodnie z danymi FED-u w marcu powstało jedynie 120 tys. nowych miejsc pracy przy 240 tys. w lutym, a liczba nowych polis ubezpieczeniowych od utraty pracy wzrosła z 365 tys. w lutym do 385 tys. w marcu. W UE zapowiada się z kolei niezła jatka. Prezes EBC Mario Draghi wezwał strefę Euro do przyjęcia „paktu dla wzrostu”. Sęk w tym, że Niemcy i Francuzi (szczególnie w kontekście zwycięstwa F.Hollande’a w wyborach prezydenckich) mają zupełnie inne pojęcie o tym, jak pobudzać wzrost gospodarczy. Ponadto, warto przypomnieć, że szef Bundesbanku Jens Weidtmann niezbyt chętnie zgodzi się na rozluznienie polityki monetarnej przez EBC. Zresztą z Bundesbanku odszedł jakiś czas temu główny ekonomista właśnie w akcie protestu wobec rozluzniania tej polityki Za dalszym zapożyczaniem się europejskich rządów opowiada się za to guru socjalistycznych ekonomistów Joseph Stiglitz, w tym w wywiadzie, którego ostatnio udzielił Frankufrter Allgemeine Zeitung. Coraz częściej zwolennicy rygoryzmu fiskalnego określani są przez swoich oponentów mianem talibanu (FTD: Spar-taliban). Faktem jest, że technicznie rzecz biorąc strefa Euro znajduje się w recesji, zważywszy ostatnie dwa kwartały negatywnego wzrostu. Nie uszło to uwadze hedge-fund managerów (w tym sławnego J.Paulsona), którzy gremialnie zajmują krótką pozycję na obligacje strefy Euro przewidując drugą odsłonę kryzysu sovereign debt. Wystarczy spojrzeć na wykres spreadów 5-letnich CDS-ów Francji, Włoch i Niemiec, żeby stwierdzić, że coś jest na rzeczy.
Na koniec wypada wspomnieć o tym, iż Komisja Europejska odwlekła wejście w życie implementację dyrektywy Solvency II do 30 czerwca 2013 r., podczas gdy pierwotnie zakładano 31 grudnia 2012 r. Przepisy transponujące dyrektywę mają być wiążące dla ubezpieczycieli od 1 stycznia 2014 r. tak jak dotąd planowano. Oznacza to w praktyce krótszy okres przejściowy i mniej czasu na dostosowanie się do nowych przepisów przez ubezpieczycieli.





